Śląsk ciągle w grze (analiza)

Śląsk ciągle w grze (analiza)

W walce o tegoroczne play-off, WKS Śląsk ograł Arriva Twarde Pierniki Toruń, chociaż słowa ograł jest mocno na wyrost. Śląsk grał o życie, a momentami wyglądał jakby awans do decydującej rundy zapewnił sobie jeszcze w styczniu. Przed meczem zapinaliśmy pasy, aby nie wypaść na meczowym zakręcie, a okazało się że jechaliśmy w mocno zwolnionym tempie.

Marek Klassen wciąż siedział z tyłu w foteliku trenera, który próbował go uruchomić w każdy możliwy sposób. Niestety nie przynosiło to rezultatów i w 26 minucie meczu Śląsk grał na pozycjach 1-2 z Danielem Gołębiowskim i Oskarem Hlebowickim. Gołąb staje się chyba powoli jedynym żołnierzem w tali trenera, z którego w każdym meczu może być zadowolony. Nic tak nie cieszy trenera jak gracz, który swoim cwaniactwem ciągnie zespół w wielu momentach, będąc jakby nie było 3-4 opcją w ataku.

Po wielu meczach uśpienia obudził się wreszcie Jakub Nizioł. Fakt oddał kilka rzutów zza płotu sąsiadów, kiedy inni koledzy byli na pozycjach, ale ostatecznie swoim indywidualnymi zagraniami trzymał Śląsk w grze. Liczymy na więcej. Toruń walczył do momentu kiedy starczyło mu sił. Aaron Cel, który tryb ekonomiczny w tym wieku ma już ustawiony jako domyślny, optycznie nie poruszał się wolniej od wrocławskich podkoszowych. Ciężko uznać, czy to Śląsk wyrwał ten mecz czy Toruń go ostatecznie poddał w 4 kwarcie, jednakże zwycięstwo musi cieszyć, z naciskiem na musi.

Plan przedmeczowy zrealizowany, chociaż nie było widać po niektórych sportowej złości, tak oczekiwanej po warszawskiej egzekucji. Rajković też widocznie uznał, iż nie nauczy w krótkim czasie nierzucających rzucać, a nie broniących nagle bronić. To nie czas na rewolucje, tylko delikatne ewolucje. Efektywny czas gry drużyny jest jednak niezadowalający, spacing pozostawia wiele do życzenia, a gra w pomalowanym wciąż nie buduje przewag.

Żan Tabak siada właśnie wieczorem do analizy swojego najbliższego rywala i nie wie od czego zacząć. My w sumie w tym sezonie też nie wiemy i nie wiemy, czego do końca możemy się po tej drużynie spodziewać.