Śląsk poległ w Dąbrowie Górniczej. Fatalny atak „Trójkolorowych”

Śląsk poległ w Dąbrowie Górniczej. Fatalny atak „Trójkolorowych”

Śląsk Wrocław w słabym stylu przegrał na wyjeździe z MKS-em Dąbrowa Górnicza 68:70. Na wyniku zaważyły głównie 2. kwarta przegrana przez WKS 15:25 oraz ostatnie 3 minuty przegrane przez WKS 1:5. Zespół A. Jončevskiego źle wypadł w ataku – trafił 40% rzutów z gry (26/65) i 20% rzutów za 3 (5/24), rozdał tylko 8 asyst przy 12 błędach własnych. W dodatku „Trójkolorowi” pozwolili MKS-owi trafić aż 83% rzutów za 2 (20/24), a także minimalnie przegrali zbiórki (36:37). Na nic zdały się Śląskowi wyraźne zwycięstwa w zdobyczach rezerwowych (23:11) i punktach 2. szansy (11:4). Wśród wrocławian 2-cyfrowy dorobek strzelecki uzyskali M. Ponitka (14; 4 zb.), E. Nzekwesi (12; 5/11 z gry, 4 zb.), J. Senglin (11; 4/12 z gry, 3 ast.). Porażka z ostatnią drużyną PLK sprawiła, że WKS legitymuje się bilansem 10:10, dającym 7. miejsce w stawce.

Już przebieg 1. odsłony sugerował, że obie drużyny będą miały spore problemy z trafianiem do kosza. Przez inauguracyjne 7 minut przestrzeliły bowiem aż 16 rzutów z gry, czego efektem był niski wynik 7:6 dla Śląska. Za chwilę Ryżek lay-upem odebrał wrocławianom prowadzenie (7:8), ale zamknęli oni pierwsze 10 minut, wykonując run 8:2. Dzięki temu wygrywali 15:10 i wydawało się, że po niemrawym początku przejęli inicjatywę.

MKS otworzył jednak 2. kwartę poprzez run 20:8, który zakończył serią 13:0 – od straty 17:23 do prowadzenia 30:23. Trener Jončevski wziął przerwę na żądanie, a ta przyniosła chwilowy skutek. Następne 66 sek. Śląsk wygrał 5:1 – „trójka” Senglina zmniejszyła deficyt wrocławian do 3 punktów (28:31). Tymczasem do przerwy dąbrowianie zdążyli jeszcze kolejny raz powiększyć swoją zaliczkę do 7 „oczek” (celny osobisty Cheese’a – 35:28). Wynik po 2. kwarcie 11 sek. przed jej końcem ustalił Nzekwesi, trafiając z bliskiej odległości na 30:35. Ogółem w 2. partii 18-krotni mistrzowie Polski byli gorsi od przeciwnika o 10 punktów (15:25). Zostali stłamszeni w ofensywie, więc potrzebowali modyfikacji taktycznych i większej determinacji.


Jak dotąd wśród „Wojskowych” nikt specjalnie nie wyróżniał się w ataku, a najlepszymi strzelcami byli E. Nzekwesi oraz M. Ponitka, każdy z nich zdobył 6 „oczek”. W szeregach MSK-u najlepiej grał M. Markusson, autor 10 pkt (4/4 z gry) i 6 zb. Dąbrowski zespół trafiał z gry z zauważalnie lepszą skutecznością niż WKS (44% a 31%), dodatkowo rewelacyjnie radził sobie w rzutach 2-punktowych (10/11 = 90% trafień). Obie drużyny fatalnie rzucały natomiast zza łuku (1/14 gospodarzy, 1/15 przyjezdnych). Śląsk przeważał w punktach 2. szansy (11:2), przechwytach (7:2) oraz ofensywnej rywalizacji zmienników (15:7).


Na starcie 3. kwarty WKS ruszył do ataku… „Trójkami” Senglina i Waczyńskiego w 2 kolejnych posiadaniach zmniejszył swój deficyt do 2 „oczek” (33:35) oraz 1 „oczka” (36:37). Do połowy tej odsłony MKS próbował uciekać wrocławianom – choćby serią 5:0 (od 37:36 do 42:36) czy 3 skutecznymi osobistymi Cowelsa (45:41). Niemniej na 5 minut przed końcem 3. partii Śląsk wreszcie wyrównał (lay-up „Wacy” – 45:45), co powtórzył 39 sek. później (lay-up Senglina – 47:47). Do decydującej kwarty WKS przystąpił jednak z 2-punktową stratą, a jego dotychczasowa postawa pozwalała przewidzieć walkę o zwycięstwo do samego końca zmagań.

Rozpoczęcie 4. odsłony było dla „Wojskowych” dobre. Na skutek serii 4:0 objęli oni prowadzenie 58:56. Tę przewagę udawało im się uzyskiwać w następnych minutach. Na tablicy widniały wyniki 60:58 (po lay-upie Ponitki), 61:59 (po celnym rzucie Robinsona z linii), 63:61 (po trafieniu Davisa spod obręczy), 65:63 (po lay-upie Robinsona), 67:65 (po akcji podkoszowej Nzekwesiego). Kiedy na tablicy pojawił się ten ostatni rezultat, do syreny końcowej pozostało 178 sek. W tym czasie Śląsk zdobył już tylko 1 punkt… Odpowiedzią na serię gości 4:0 był celny osobisty Nzekwesiego przy 20 sek. na grę (69:68 dla gospodarzy). Chociaż „Trójkolorowi” znaleźli się w trudnej sytuacji, mieli jeszcze 2 szanse, aby wyrwać rywalom zwycięstwo. Najpierw nie zastawili jednak tablicy, gdy Cheese spudłował 2 rzuty wolne, co pozwoliło Piechowiczowi zaliczyć zbiórkę w ataku i skutecznym osobistym podwyższyć zaliczkę MKS-u do 2 „oczek” (70:68). W finalnej akcji meczu Robinson przestrzelił natomiast trudny rzut z dystansu. Dąbrowianie tryumfowali 70:68, wygrywając po raz 3. z rzędu.


W Śląsku zawiedli przede wszystkim: J. Robinson (7 pkt, 3/10 z gry, 0/5 za 3, 1/2 za 1, 4 zb., 3 ast., 3 prz., 3 straty) – mający problem z decyzyjnością i nieorganizujący ofensywy WKS-u w należyty sposób; M. Teague (2 pkt, 1/6 z gry, 0/3 za 3, 2 zb.) – będący w słabej dyspozycji strzeleckiej, ale rzucający nad wyraz chętnie; A. Penava (3 pkt, 1/3 z gry, 1/2 za 1, 4 zb., 1 prz., 2 straty) – znajdujący się w nierównej formie; J. Senglin (11 pkt, 4/12 z gry, 2 zb., 3 ast., 2 straty) – notujący gorszy występ po serii znakomitych spotkań. Jednocześnie warto zastanowić się nad tym, dlaczego w pojedynku z ostatnią drużyną Orlen Basket Ligi wrocławianie nie zdobyli nawet 70 punktów. Zawiniło m.in. podejście mentalne Śląska do rywalizacji. A. Jončevski nie potrafił odpowiednio zmotywować „Wojskowych” ani zaproponować efektywnych rozwiązań ich kluczowych akcji. Jak widać, WKS nadal ma sporo do poprawy – a czasu na nią w sezonie regularnym pozostaje coraz mniej.


MKS Dąbrowa Górnicza – WKS Śląsk Wrocław 70:68 (10:15, 25:15, 21:24, 14:14)

STATYSTYKI (kliknij)

Punkty dla MKS-u: Cowels 23 (2), Markusson 14, Williams 13, Ryżek 7, Cheese 5, Piechowicz 4 (1), Höök 3, Łapeta 1.

Punkty dla Śląska: Ponitka 14, Nzekwesi 12 (1), Senglin 11 (3), Davis 8, Robinson 7, Waczyński 7 (1), Penava 3, Kulikowski 2, Bogucki 2, Teague 2.

Zdjęcie: Andrzej Romański

Wideo: Orlen Basket Liga