Śląsk rozbił Kinga w Szczecinie. „Trójkolorowi” na dobrych torach

Śląsk rozbił Kinga w Szczecinie. „Trójkolorowi” na dobrych torach

Śląsk Wrocław pokonał na wyjeździe Kinga Szczecin 102:81 w pojedynku kończącym 19. kolejkę PLK. Kluczowe dla rozstrzygnięcia okazały się seria „Trójkolorowych” 16:6 z początku 2. połowy oraz ich run 20:6 na zakończenie 4. kwarty. WKS wygrał jednak każdą odsłonę, prowadząc aż przez 38 minut. Liderował mu znakomity duet E. Nzekwesi (25 pkt, 11/14 z gry, 7 zb.) i J. Senglin (19 pkt, 8/11 z gry, 4 ast.). Dobrze wypadli także D. Davis (14 pkt, 7 zb.) czy A. Waczyński (12 „oczek”). Śląsk trafiał za 3 z dużo lepszą skutecznością niż King (42% a 28%) oraz rozdał 21 ast. przy 8 stratach. Jednocześnie wygrał zbiórki 32:25, jak również przechwyty 12:4, wymuszając 15 strat szczecinian. Zwycięstwo nad wicemistrzem Polski sprawiło, że „Wojskowi” zajmują 7. miejsce w tabeli – ze stratą tylko 2 punktów do podium.

W pierwszej akcji Śląska za 3 przymierzył Senglin (3:0). Po 1,5 minuty dzięki floaterowi Waczyńskiego wrocławianie prowadzili 5:4, ale „trójką” odpowiedział Meier (5:7). Przez pierwsze kilka minut żaden zespół nie mógł zbudować większej przewagi. Po 2 z rzędu trafieniach 2-punktowych Nzekwesiego goście odskoczyli jednakże na 11:7, zaś w efekcie celnego rzutu Jonesa za 3 – na 14:9. Kiedy do końca 1. kwarty zostały 4 minuty, Nzekwesi indywidualną akcją w polu 3 sek. podwyższył zaliczkę „Wojskowych” do 6 „oczek” (19:13). Minutę później Waczyński trafił z półdystansu – było 21:17 dla Śląska, niemniej z przeciwnej strony daleką „trójką” popisał się Whitehead (21:20). Ostatnie 3 minuty inauguracyjnej odsłony 18-krotni mistrzowie Polski wygrali 10:5, dlatego prowadzili po niej 31:25. Jak dotąd drużyny walczyły o przejęcie inicjatywy.

Punktowanie w 2. partii zaczął Teague, trafiając zza łuku – 34:25. Za moment WKS zyskał 2-krotnie 11-punktową przewagę (lay-up Davisa z kontry – 36:25, lay-up Ponitki w kolejnej akcji – 38:27). Skuteczny osobisty Nzekwesiego jeszcze zwiększył tę zaliczkę (39:27). Zespół A. Jončevskiego utrzymał ją do połowy kwarty (trafienie Nzekwesiego spod kosza – 45:34). Wskutek 1,5-minutowej serii 6:0 w wykonaniu Kinga wydawało się, że gospodarze złapali rytm (40:45), natomiast Śląsk zrewanżował im się 2-punktowymi zdobyczami Robinsona i Davisa, więc prowadził 49:40. Pozostały 2 minuty, 43 sek. do przerwy. Przyjezdni byli w nich lepsi 8:7, przez co trochę bardziej odskoczyli rywalowi (57:47). Różnica 10 „oczek” pomiędzy drużynami oraz dość wysoki wynik dobrze odzwierciedlały przebieg zmagań.


Dotychczas najlepiej w Śląsku prezentował się E. Nzekwesi, autor 13 pkt (6/6 z gry) oraz 5 zb., który uparcie przepychał rywali pod obręczą, pewnie wykańczając akcje. Świetnie grał również D. Davis, notując: 11 pkt, 6 zb. Generałem Kinga był J. Novak (16 min, 6 pkt, 6 ast.), z kolei I. Whitehead zdobył dla szczecinian 11 pkt, podczas gdy K. Nicholson i A. Dziewa – po 8 „oczek”. WKS wyraźnie lepiej trafiał z gry (66% – 54%), wygrał zdobycze z kontrataku (9:4) oraz zbiórki (17:12).


WKS otworzył 2. połowę serią 16:6, dzięki czemu w połowie 3. kwarty prowadził aż 73:53. Największy udział w ofensywnej szarży wrocławian mieli Nzekwesi (7 pkt) oraz Senglin (6 pkt). Potem „Trójkolorowi” nie utrzymali jednak koncentracji. King wykonał run 7:0 (trafienie za 3 i lay-up Meiera, 2 celne osobiste Woodarda), więc zmniejszył swój deficyt do 13 „oczek” (60:73). Goście uspokoili sytuację, odjeżdżając szczecinianom m.in. na 18 punktów (skuteczny rzut Penavy za 3 – 78:60). Po 30 minutach wygrywali trochę niżej, 79:62, wciąż kontrolując rywalizację.

Na starcie 4. odsłony w szeregach Śląska zrobiło się nerwowo, gdyż King rozpoczął ją serią 8:0, przez 2,5 minuty zbliżając się do wrocławian na 9 „oczek” (70:79). Bezsilność „Wojskowych” przerwał „trójką” Waczyński (82:70), niemniej ofensywny zryw zawodników A. Miłoszewskiego trwał. Rzucili oni jeszcze 5 punktów pod rząd, niwelując stratę do 7 „oczek” (75:82) i mając 6 minut na dalszy bój o zwycięstwo. Tymczasem następne 180 sek. WKS wygrał 11:4 – wśród przyjezdnych trafiali Davis i Senglin (obaj za 3) oraz Nzekwesi (akcja „2 + 1” i trafienie z półdystansu). W konsekwencji Śląsk zbudował 14-punktową zaliczkę (93:79) przy 02:37 do końca. Na tym jednak nie poprzestał. Zamknął bowiem mecz poprzez run 9:0 – od stanu 93:81 skuteczne rzuty oddali Senglin (lay-up i „trójka”) oraz Waczyński (2 osobiste, lay-up). Ostatecznie WKS tryumfował 102:81, rewanżując się szczecinianom za bolesną porażkę 66:67 z 1. rundy i pokazując, że wkroczył na właściwą ścieżkę.


W grze wrocławian widać zamysł oraz czytelny podział ról. Dzięki taktyce trenera Jončevskiego i grając obok J. Robinsona, odżył J. Senglin, który stał się liderem na obwodzie (ostatnie 4 występy: śr. 15 pkt, 55% z gry, 52% za 3, 3,8 zb., 4 ast.), z kolei E. Nzekwesi coraz częściej dominuje w polu 3 sek. (co najmnej 24 pkt oraz 7 zb. w 2 z 3 ostatnich spotkań, 79% za 2 w ostatnich 3 występach). W zwyżkowej formie znajduje się A. Waczyński (12 pkt, 4/7 z gry, 3/3 za 1 i +20 – czyli 2. najwyższy wskaźnik +/– w zespole), a D. Davis notuje udane wejście do drużyny (śr. 25 min, 10 pkt, 55% z gry, 60% za 3, 6 zb. w 2 starciach). Wydaje się, że jeżeli Śląsk będą omijały kontuzje, to jeszcze nabierze on rozpędu w walce o czołowe lokaty przed fazą play-off.


King Szczecin – WKS Śląsk Wrocław 81:102 (25:31, 22:26, 15:22, 19:23)

STATYSTYKI (kliknij)

Punkty dla Kinga: Nicholson 18, Dziewa 12, Meier 12 (2), Novak 11 (1), Whitehead 11 (2), Kostrzewski 10 (1), Woodard 7 (1).

Punkty dla Śląska: Nzekwesi 25 (1), Senglin 19 (3), Davis 14 (2), Waczyński 12 (1), Ponitka 9, Penava 9 (1), Robinson 6, Teague 6 (1), Gołębiowski 2.

Zdjęcie: WKS Śląsk Wrocław

Wideo: Orlen Basket Liga