WKS przegrał w Lublinie po szokująco słabej końcówce

WKS przegrał w Lublinie po szokująco słabej końcówce

Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe ze Startem Lublin 83:85. Tym samym poniósł 2. porażkę z rzędu oraz 4. porażkę na 5 ostatnich spotkań (w PLK i Pucharze Polski). „Trójkolorowi” kolejny raz fatalnie zaprezentowali się w końcówce. Ostatnie 141 sekund zmagań przegrali aż 0:10, choć przed tą serią prowadzili 83:75. Na nic zdało się wrocławianom zwycięstwo 27:16 w 3. kwarcie, po której wydawało się, że kontrolują przebieg meczu. WKS trafiał gorzej niż Start z gry (50% – 53%) oraz za 2 (55% – 70%). Popełnił także więcej strat (12:7), przez co lublinianie zdecydowanie wygrali punkty z kontry (15:5) i punkty ze strat (16:8). Najlepiej wśród „Wojskowych” wypadł E. Nzekwesi, autor 15 pkt i 6 zb. Poza nim 4 zawodnicy Śląska uzyskali 2-cyfrowy dorobek strzelecki: to A. Penava (15; 4 zb.), D. Davis (13; 5 zb.), J. Robinson (12; 7 ast.), M. Ponitka (12; 4 zb.). WKS z bilansem 10:11 spadł na 10. lokatę w ligowej tabeli.

Inauguracyjna odsłona była wyrównana – kiedy minęły 3 minuty, Śląsk w efekcie 2 celnych rzutów wolnych Davisa przegrywał 6:7. Do remisu udało mu się doprowadzić w połowie kwarty. Nzekwesi wykończył akcję podkoszową, a na tablicy widniał wynik 11:11. Od tej chwili do zakończenia 1. odsłony WKS i Start łącznie 6-krotnie obejmowały prowadzenie. Ostatni raz przy „trójce” Ponitki, po której Śląsk wygrywał 23:20. Przyjezdni rozpoczęli 2. partię z minimalnie niższą zaliczką (23:21).

Przez jej pierwsze 4 minuty trwała zacięta rywalizacja. Ogółem drużyny wymieniły się prowadzeniem 5 razy, padły również 2 remisy (23:23, 31:31). Przy 213 sek. przed przerwą Davis z bliskiej odległości trafił hakiem, zmniejszając deficyt Śląska do 2 „oczek” (37:39), ale potem to lublinianie przejęli inicjatywę, notując run 5:2, zwieńczony lay-upem Puta na 44:39 dla Startu. Choć WKS starał się jeszcze dogonić rywala, to właśnie z 5-punktową przewagą zespół W. Kamińskiego zszedł do szatni (50:45).


Do przerwy największy wkład w dorobek punktowy Śląska miał J. Robinson, autor 9 pkt i 5 ast. (choć paradoksalnie miał też najniższy wskaźnik +/– w drużynie, czyli –8). Solidnie radził sobie E. Nzekwesi (9 pkt, 3 zb.), a A. Penava zdobył 8 „oczek” w 10,5 minuty. Start przeważał w skuteczności z gry (62% przy 53% wrocławian), wygrywał także zbiórki (15:11) i asysty (12:9). Ponadto lubelscy rezerwowi grali w ofensywie lepiej niż zmiennicy WKS-u (20:11). Obie drużyny dobrze trafiały za 3 (8/16 i 50% Startu, 6/13 i 46% „Trójkolorowych”) oraz popełniły tylko po 3 straty.


Na starcie 3. kwarty Davis najpierw zmniejszył stratę Śląska trafieniem zza łuku (48:50), a następnie trafił za 3 o tablicę, dając „Wojskowym” prowadzenie 51:50. Po 4 „oczkach” Lecomte’a z rzędu gospodarze błyskawicznie odzyskali jednak małą przewagę (54:51). Kolejne 1,5 minuty Start wygrał 5:2, więc po lay-upie Rameya uzyskał 6-punktową zaliczkę (59:53). Do połowy tej odsłony WKS „trójką” Penavy i punktami Ponitki spod obręczy zniwelował swój deficyt do 1 „oczka” (58:59). Później skuteczny osobisty Kulikowskiego sprawił, że mieliśmy remis 59:59, natomiast Senglin trafił po wejściu pod kosz, więc było 61:59 dla gości. Przy 3 minutach do końca 3. partii Śląsk chwilowo stracił rytm, co poskutkowało 4 punktami Startu z rzędu i jego prowadzeniem 66:63. Tymczasem 18-krotni mistrzowie Polski zamknęli kwartę serią 9:0, na którą złożyły się: „trójka” Ponitki, wsad Penavy, 2 celne rzuty wolne Teague’a oraz trafienie Ponitki spod samego kosza. Wychodząc na finalne 10 minut, podopieczni A. Jončevskiego wygrywali zatem 72:66 po przejęciu inicjatywy.

Dodatkowo otworzyli 4. odsłonę od wyniku 5:2 – lay-up Senglina dał im prowadzenie 77:68. Od tego momentu przez następne 4 minuty i 51 sekund obydwie drużyny nie zdobyły wielu punktów – w sumie 13. Śląsk zdołał jednak utrzymać zbliżoną przewagę. Dzięki 2 skutecznym osobistym Nzekwesiego wygrywał 83:75 przy 02:21 do końca rywalizacji. Wtedy zaliczył katastrofalny w skutkach przestój. W ostatnim fragmencie starcia Start pokonał bowiem „Wojskowych” 10:0. Na prowadzenie wyszedł wskutek akcji „2 + 1” Browna (84:83). Wynik celnym rzutem wolnym ustalił natomiast Williams, ponieważ 2 akcje WKS-u okazały się nieskuteczne – spudłowali Senglin oraz Robinson. Lubelski zespół tryumfował 85:83, a za walkę do końca należą mu się wielkie brawa.


Ten mecz przypomniał, że Śląsk ma ogromny problem z rozgrywaniem końcówek – tak jak wcześniej z Anwilem w 1/4 Pucharu Polski (93:99) czy w poprzedniej kolejce PLK z MKS-em (68:70). Akcje „Trójkolorowych” z kluczowych fragmentów spotkań są chaotyczne – dużo w nich zasłon dla zawodników obwodowych oraz kozłowania z dala od kosza, a skutek tych działań najczęściej i tak stanowi trudny rzut z dystansu / półdystansu po krótkiej akcji indywidualnej improwizowanej przez obrońcę. Wydaje się, że trenerowi A. Jončevskiemu po prostu brakuje pomysłu na zagrywki, które pozwoliłyby wydajnie korzystać z umiejętności koszykarzy WKS-u, gdy to najbardziej potrzebne.

Wiąże się z tym także wpływ J. Robinsona na grę „Wojskowych” – nie tylko w końcówkach. Robinson jako pierwszopiątkowy rozgrywający Śląska notuje w PLK śr. 9,5 pkt, 37,5% z gry, 23,1% za 3, 88% za 1, 5,2 ast., 1 prz. i 2,2 straty. Statystyki dość przeciętne jak na kogoś, kto ma kierować grą drużyny i poprowadzić ją do medalu. W lidze wskaźnik +/– Justina wynosi śr. +10, lecz w przegranych ostatnio pojedynkach z Anwilem, MKS-em i Startem wyniósł odpowiednio –9, –3 oraz –15. Szczególnie ten ostatni wynik budzi niepokój, skoro mówimy o głównym kreatorze ofensywnym 18-krotnych mistrzów Polski. Sugeruje to, że WKS z Robinsonem na parkiecie nazbyt często zalicza przestój w ataku, tracąc kontrolę nad przebiegiem zmagań. Ogółem Amerykanin gra bowiem chaotycznie – wolno wyprowadza piłkę i wolno organizuje akcję, nie umie znaleźć odpowiednich proporcji między swoimi rzutami oraz podaniami. Trudno jednak określić, czy źródłem problemu jest brak chemii na linii trener – rozgrywający, czy niewystarczające umiejętności Justina do roli, jaką otrzymał.


PGE Start Lublin – WKS Śląsk Wrocław 85:83 (21:23, 29:22, 16:27, 19:11)

STATYSTYKI (kliknij)

Punkty dla Startu: Lecomte 18, Brown 12 (1), Ramey 11 (2), Williams 11, Put 9 (2), de Lattibeaudiere 8 (1), Pelczar 8 (2), Drame 8 (2).

Punkty dla Śląska: Nzekwesi 15, Penava 15 (2), Davis 13 (2), Robinson 12 (1), Ponitka 12 (2), Senglin 7 (1), Waczyński 6 (2), Teague 2, Kulikowski 1.

Zdjęcie: WKS Śląsk Wrocław

Wideo: Orlen Basket Liga