Zapowiedź: Trefl Sopot – Śląsk Wrocław w półfinale PLK
Miodrag Rajković rozkłada właśnie na swoim karcianym stoliku kilka sopockich puzzli, które ma zamiar zneutralizować rosnącą formą swoich zawodników. Stal została złamana, Šķēle został wysłany na wakacje, zaś trener Urban na kozetkę, na której przez najbliższe tygodnie będzie opowiadał o ostatnich 10 minutach środowego spotkania ze Śląskiem. Co to wszystko oznacza? Śląsk jedzie nad morze pomoczyć stopy w Bałtyku i przy okazji przetestować mistrzowskie aspirację trenera Tabaka, którym chyba powoli zaczynają być zmęczeni jego… koszykarze. Przynajmniej takie głosy chodzą po molo w Sopocie.
1. TREFL TO NIE STAL?
Śląsk udowodnił już w tym sezonie, iż uwielbia grać w Ergo Arenie i że klimat nadmorski mu wyjątkowo służy w ostatnich latach. Wygrywał tam każdy mecz który musiał wygrać i z takim nastawieniem jedzie i teraz. Mentality zespołu w ostatnich dniach wystrzeliło na 110 procent, trener jest noszony na rękach, Łukasz Kolenda ma sprawne nogi, a Jakub Nizioł kolejny raz trafia buzzer beatera. Wszystko wygląda pięknie, może zbyt pięknie.
Śląsk niewątpliwie będzie miał teraz przed sobą zespół z kompletną rotacją dziesięciu zawodników, rywalizujących na swoich pozycjach, z których każdy może zaskoczyć dobrą dyspozycją dnia. Trefl pod koszem to nie Stal pod koszem, gdzie „straszył” wrocławian Krzysztof Sulima. Trefl to zbilansowany zespół, zaś trener Tabak ma nieograniczone możliwości co do ustawień wyjściowego lineupu.
2. KLUCZOWE POZYCJE?
Śląsk zamaskował fakt, że gra bez rozgrywającego. Gdyby to była połowa sezonu, to Marek Klassen miałby już spakowaną torbę i nerwowo zerkałby na swój telefon, zastanawiając się ile ma jeszcze czasu. Klassena może uratować teraz tylko Łukasz Kolenda, którego Trefl będzie chciał podwajać, męczyć i wsłuchiwać się w jego kolana. Więcej Gravetta na piłce, więcej Kolendy na dystansie i mniej Marka na dystansie – tak bym to widział. Co zrobi Rajković? Zobaczymy.
Ścisk pod koszem spowoduje, iż w polu trzech sekund nie będzie już hulał wiatr, a Dušan Miletić nie będzie już wszystkich przewyższał o głowę. Wysocy Trefla są wysocy nie tylko z nazwy. Będzie dużo gry inside-outside, dużo podwojeń, dużo płaczu i rozpychania się łokciami. Groselle ogląda już video z poprzednich lat pod tytułem „jak nie nabrać się na wrocławskie krzesełko”. Podobnie motywuje się pewnie Andy Van Vliet, wsłuchując się w głos swojego agenta, szepczącego do ucha „Śląsk w te wakacje cię nie chciał”.
3. POJEDYNKI?
Trenerski pojedynek to wyjątkowy smaczek tej serii. Z jednej strony apodyktyczny były mistrz NBA z Houston Rockets, który swoim wzrokiem wbija w ziemie redaktora Murasa, a z drugiej strony trener Rajković, który po powrocie z Japonii klasyfikuje się jako świetny mówca i mistrz pomeczowych konferencji. Kto kogo przeczyta, kto ma lepszy warsztat, kto lepiej egzekwuje założenia taktyczne od swojej drużyny?
Kolenda, Schenk, Zyskowski, Witliński, Nizioł, Gołębiowski to prawdziwy przegląd kadr przed meczami o IO w Paryżu. Polska rotacja w każdej z drużyn jest bardzo silna i może mieć wpływ na ostateczny wynik tej serii. Jest jeszcze Jakub Musiał, który wciąż pamięta, że nie było dla niego miejsca w jego Wrocławiu. W meczach ze Śląskiem ambicjonalnie będzie unosił się kilka centymetrów nad ziemią.
Koszykarskie szachy, dużo przejechanych kilometrów i dużo scenariuszy na ten półfinał. Po tej serii albo ktoś z koszykarskiej Europy wyjdzie na dłużej albo ktoś do niej zapuka. Zaczynamy.

