Śląsk wygrał z Dzikami rzutem na taśmę! Gray bohaterem

Śląsk wygrał z Dzikami rzutem na taśmę! Gray bohaterem

Śląsk Wrocław pokonał na wyjeździe Dziki Warszawa 82:81, a zwycięski rzut za 3 trafił K. Gray równo z syreną końcową. Gray był najlepszym strzelcem Śląska z 23 pkt na koncie (6/10 z gry, 10/13 za 1; 3 ast., 3 straty). Poza nim wśród „Trójkolorowych” wyróżniali się J. Urbaniak (double-double: 13 pkt, 12 zb.), N. Kirkwood (13 pkt, 7 zb.), A. Penava (10 „oczek”, 3 zb.). WKS pozwolił Dzikom na aż 27 zbiórek w ataku (wyrównany rekord sezonu PLK), przez co przegrał rywalizację w punktach 2. szansy 4:16. Ponadto nie mógł się wstrzelić ani zza łuku (5/24 – 20%), ani z linii rzutów wolnych (23/33 – 69%), rozdał również zaledwie 13 ast., popełniając 11 strat. W 2. połowie jego ofensywa długo wyglądała statycznie – brakowało w niej penetracji i łamania schematów. „Wojskowi” trafiali jednak wyraźnie lepiej niż rywale z gry (44% – 33%) oraz za 2 (59% – 40%), byli lepsi w zdobyczach zmienników 25:21, zaś przede wszystkim walczyli do końca, zamykając mecz serią 6:0. Dzięki temu odnieśli 5. ligowe zwycięstwo z rzędu oraz 9. zwycięstwo na 10 ostatnich spotkań ekstraklasy. Pozostali więc liderem tabeli.

Pierwsze minuty to wyrównane zmagania, o czym świadczy remis 5:5 po 120 sek. WKS zyskał 3 punkty przewagi dzięki celnemu osobistemu Graya i wsadowi Penavy w kontrze (8:5). Tymczasem kolejne 4 „oczka” zdobyły Dziki – floater Hortona w szybkim ataku dał im prowadzenie 9:8. Później „Trójkolorowi” przyśpieszyli. Wygrali 2-minutowy fragment 7:2, wieńcząc go lay-upem Urbaniaka na 15:11. Identyczną zaliczkę Śląsk miał w efekcie 2 skutecznych rzutów wolnych Graya (17:13), a po jego trafieniu z półdystansu goście odskoczyli na 5 „oczek” (19:14). Także wykończenie akcji spod kosza przez Colemana-Jonesa poskutkowało 5-punktową różnicą na korzyść Wrocławian, ale Śląsk powiększył ją po akcji „2 + 1” Wiśniewskiego (26:18) i celnym rzucie Colemana-Jonesa za 3 (29:20). Wynik 1. kwarty na 31:22 ustalił Kirkwood – trafieniem z półdystansu niemal równo z syreną. Wydawało się, że WKS przejął inicjatywę.

Na starcie 2. odsłony Kirkwood trafił „trójkę” na 34:22 dla przyjezdnych. Dziki zareagowały jednak błyskawicznie – wsad Hortona i celny rzut Chaveza za 3 zmniejszyły stratę gospodarzy do 27:34, co skłoniło Ainarsa Bagatskiksa do wzięcia przerwy na żądanie. Od niej „Wojskowi” walczyli z warszawską drużyną jak równy z równym, zatem 3-minutowy okres nie przyniósł zmiany ich przewagi (dobitka Penavy w połowie kwarty – 40:33). Wreszcie Dziki zaliczyły run 6:2, dzięki któremu zbliżyły się do przeciwników na 39:42. Łącznie popisały się natomiast serią 16:7, zakończoną 2 celnymi rzutami Kamińskiego za 3. Po drugim z nich warszawianie prowadzili 49:47, zaś trener Bagatskis znów wziął czas. Ostatnie 4 „oczka” w 1. połowie zdobyli właśnie jego podopieczni – najpierw Nizioł, trafiając 2 osobiste, a później Kirkwood, trafiając kolejny buzzer-beater, tym razem floaterem dającym Śląskowi prowadzenie 51:49. Pomimo porażki 20:27 w 2. partii – kiedy WKS musiał odeprzeć napór zmobilizowanego rywala – goście schodzili do szatni z dodatnim rezultatem.

WKS zaczął 2. połowę od 4 punktów Graya z rzędu (rzut wolny, akcja „2 + 1”), bez odpowiedzi Dzików, więc wygrywał 55:49. Tyloma „oczkami” prowadził też po 2,5 minuty 3. odsłony na skutek lay-upu Urbaniaka (59:53) oraz w połowie kwarty dzięki trafieniu Graya z półdystansu (63:57). Za chwilę Gray podwyższył przewagę Śląska z linii (64:57). Jeszcze 4 minuty przed końcem 3. partii „Trójkolorowi” mieli 6 „oczek” nadwyżki (celny osobisty Nizioła – 65:59), ale kolejny zryw warszawian odwrócił przebieg wydarzeń. Zawodnicy Marco Legovicha zamknęli tę część gry poprzez run 9:0, wychodząc na prowadzenie 68:65. Teraz to oni dyktowali warunki.

W 4. kwarcie wciąż odskakiwali „Wojskowym”, którzy mozolnie niwelowali deficyt. Gospodarze uciekli na 5 punktów (70:65), gdy Soares wykorzystał 2 rzuty wolne, potem na 6 punktów (73:67), gdy Soares przymierzył z dystansu, czy na 7 „oczek” (dobitka Frąckiewicza spod obręczy – 75:68) przy 6 minutach na grę. Z kolei lay-up Kamińskiego sprawił, że na tablicy widniał wynik 77:70 przy 04:43 na zegarze. WKS się jednak nie poddawał. Wykonał run 6:0, złożony z półhaku i wsadu Urbaniaka oraz 2 celnych osobistych Graya (76:77). Po drugiej stronie Vander Plas zwiększył zaliczkę Dzików, trafiając 2-krotnie za 1 (79:76), a do końca zmagań zostało niespełna 2,5 minuty. W następnej akcji „Trójkolorowi” spudłowali aż 3 rzuty, co zemściło się na nich szybko, bo przez 2 celne osobiste Frąckiewicza przewaga warszawian urosła do 5 „oczek” (81:76) przy 91 sek. na grę. Śląsk zdążył przestrzelić 2 rzuty z gry i 1 rzut wolny oraz popełnić stratę, zanim skuteczne osobiste Urbaniaka (1) i Kirkwooda (2) zbliżyły ich zespół do Dzików na 79:81. Po przerwie na żądanie dla trenera Legovicha miejscowi wznawiali grę 10 sek. przed końcem na połowie Śląska. Sfaulowany Vander Plas pomylił się jednak 2 razy z linii. „Wojskowi” ruszyli z kontrą – po zbiórce Kirkwood podał w przód do Sanona, ten wszedł pod kosz i odrzucił piłkę na obwód do Graya. A Kanadyjczyk nie zawiódł – trafił za 3 równo z syreną, gwarantując Śląskowi zwycięstwo 82:81! Wrocławianie wygrali trudny, zacięty bój, w którym obserwowaliśmy 8 zmian prowadzenia i 5 remisów, a WKS – bez kontuzjowanego S. Djordjevicia – męczył się w ataku przez ostatnie 14 minut, popełniając sporo niewymuszonych błędów… W takich okolicznościach sukces trzeba po prostu wywalczyć.


Dziki Warszawa – WKS Śląsk Wrocław 81:82 (31:22, 27:20, 19:14, 13:17)

STATYSTYKI (kliknij)

Punkty dla Dzików: Horton 21, Kamiński 14 (2), Soares 12 (1), Vander Plas 10 (1), Frąckiewicz 9, Caruthers 8, Oguama 4, Chavez 3 (1).

Punkty dla Śląska: Gray 23 (1), Urbaniak 13, Kirkwood 13 (1), Penava 10, Nizioł 7 (1), Wiśniewski 5, Coleman-Jones 5 (1), Sanon 4 (1), Nunez 2.

Zdjęcie: Grzegorz Pawlak (https://www.instagram.com/gpfotoorg)

Wideo: Orlen Basket Liga