Stefan Djordjević – jaki ma wpływ na grę Śląska?
Dziś, w tym przedświątecznym czasie, na naszej analitycznej karcie nr 02/26 ląduje Stefan Djordjević. Miłej lektury.
Gdy wrocławski Jokić przychodził latem do Śląska, wielu kibiców odpalało rentgen w oczach, bojąc się, że trafia do nas szklany center, którego EuroCup wyśle do szpitalnej poczekalni. Nieśmiało stwierdzę, że byłem wśród nich i realnie zakładałem, że Stefan może być przykładem gracza, któremu to, co wychodziło w Gdyni, niekoniecznie wyjdzie we Wrocławiu, gdzie może podupaść na zdrowiu ze względu na intensywne kalendarium gier. Dziś otwarcie powiem, że to mój ulubiony zawodnik i prawdziwy center, którego przez wiele lat nie było w Śląsku.
Gdy popatrzymy z boku, możemy uznać, że Stefan Djordjević to trochę zawodnik z innej epoki. Taki, którego dziś ogląda się coraz rzadziej, bo koszykówka poszła w spacing, tempo i rzuty z dystansu, gdzie centrzy często oddają po kilka trójek na mecz, boją się obręczy i nie lubią masować się w pomalowanym. Stefan zaś to prawdziwy center retro w idealnym wydaniu. Stary styl, świetna lewa ręka i umiarkowane cwaniactwo, które pozwala mu często ponawiać własne akcje. Djordjević jest bardzo dobry technicznie, stonowany i, nie robiąc wokół siebie hałasu, często niepozornie już w pierwszej kwarcie zalicza dwucyfrowy wynik. Nie podpala się na boisku, nie przegrywa swoich matchupów i praktycznie nie popełnia głupich błędów, czym raczyli nas często centrzy w poprzednich sezonach.
Arkusze statystyczne w Śląsku muszą go kochać, bo kiedy przechodzimy z „oka” na liczby, ten jego spokój zaczyna wyglądać jak bardzo konkretna przewaga. Na papierze 13,8 punktu i 5,2 zbiórki w niespełna 20 minut. Brzmi solidnie, ale dopiero gdy wejdziemy głębiej w liczby, widać skalę tej przewagi. 70,2% z gry i PER na poziomie 27,2, czyli wskaźnik efektywności zawodnika, który zbiera w jedną liczbę jego punkty, zbiórki, asysty i ogólny wpływ na grę, to praktycznie najwyższy wynik w całej lidze. Co ważne, to nie jest zawodnik, który musi mieć piłkę w każdej akcji, żeby robić swoje liczby. Jego udział w ataku jest na poziomie 25%, czyli Stefan jest ważnym elementem, ale nie dominuje gry, nie wyciąga rąk po piłkę, nie wychodzi przed szereg i nie lobbuje w każdej akcji za tym, aby dostać izolację. Idealnie dobiera sobie proporcje w meczu, a przy tym praktycznie nie traci piłki, bo tylko 11,7% posiadań kończy się stratą. Jego technika użytkowa powoduje, że jako center nie gubi piłki (Lynch), nie popełnia kroków w pierwszym ruchu do kosza (Bogucki) i z braku centymetrów nie kręci się wokół własnej osi pod koszem (Nzekwesi). Nie ma też maniery opuszczania piłki, która z miejsca jest przechwytywana przez guardów przeciwnika (Miletić).
Cała produkcja punktów Stefana bierze się z bardzo prostego, ale dziś rzadkiego podejścia do gry. Mapa rzutów Djordjevicia to podręcznikowy przykład centra, który dokładnie wie, kim jest w Śląsku. 90 trafień na 116 prób spod kosza, czyli 77,6%, do tego 56,1% w całym pomalowanym i praktycznie brak rzutów z dystansu. Zero trójek, marginalny półdystans i żadnego wychodzenia poza swoją strefę komfortu. Ostatnim białym, który tak samo w pomalowanym czuł się jak w domu, był chyba tylko Joe McNaull.
Djordjević generuje wartość ofensywną na poziomie 120,2 punktu na 100 posiadań, co oznacza, że Śląsk zdobywa ponad 120 punktów na 100 akcji, kiedy jest na parkiecie. Jednocześnie w obronie traci 111,3 punktu na 100 posiadań. Daje to różnicę na poziomie plus 8,9 punktu, czyli z nim na boisku Śląsk regularnie wygrywa fragmenty gry. W praktyce oznacza to jedno. Z nim na parkiecie Śląsk po prostu wygrywa swoje minuty. I to nie przez efektowność, tylko przez stabilność i powtarzalność.
Oczywiście nie jest też tak, że jest to gracz kompletny, którego Śląsk wygrał na loterii, i ma on swoje ograniczenia, szczególnie w dniu, w którym ktoś zwiąże mu lewą rękę. To nie jest zawodnik, który sam wykreuje przewagę. 0,5 asysty na mecz mówi wszystko. Stefan nie kreuje, Stefan kończy. Nie gra z piłką, nie buduje ataku i nie jest centralnym punktem ofensywy. Jego wpływ jest w dużej mierze zależny od tego, co zrobią rozgrywający i jak funkcjonuje system. Jeśli obwód działa, Djordjević wygląda jak najlepszy center ligi. Jeśli obwód siada, jego rola naturalnie się zmniejsza, bo sam nie wygeneruje sobie pozycji z niczego.
Mówi się, że mistrzowski zespół zaczyna budować się od pozycji numer 1 i numer 5 jako najważniejszych w zespole. Stefan to dziś gracz, który może na walkę o tytuł mocno wpłynąć. Jest nie tylko poważną kartą, ale też asem w talii trenera Bagatskisa. Mam też nadzieję, że jego „dynastia” w Śląsku potrwa dłużej niż jeden sezon.


