Zacięty bój na szczycie PLK, końcówka dla Kinga
Śląsk uległ na wyjeździe Kingowi Szczecin 81:90, przegrywając z zachodniopomorską drużyną 2. raz w rundzie zasadniczej PLK. „Wojskowi” grali falami, o czym świadczy fakt, że wygrali 1. i 3. kwartę, a przegrali 2. i 4. odsłonę – przy czym 2. partię 11 punktami. WKS trafiał z wyższą skutecznością niż rywal za 2 (62% – 60%), za 3 (23% – 15%) i za 1 (81% – 71%), ale Szczecinianie wykonali aż 35 rzutów wolnych (przy zaledwie 11 gości), deklasując Wrocławian 25:9 w trafieniach za 1. Ponadto zawodnicy M. Majcherka wygrali rywalizację w zdobyczach z pola 3 sek. (56:44), zdobyczach z kontry (25:9) oraz punktach zmienników (41:29), byli lepsi w zbiórkach (39:34) czy asystach (17:13), jak również przechwytach (8:5) i blokach (6:2), natomiast 2 ostatnie aspekty szczególnie wpłynęły na ich przewagę w szybkim ataku. Na nic zdało się Śląskowi zwycięstwo 12:4 w punktach 2. szansy. W jego szeregach najlepiej wypadli: N. Kirkwood (18 pkt, 5 zb., 4 ast., 4 straty), A. Penava (14 pkt, 6 zb.), S. Djordjević (14 pkt, 4 zb.) i efektywny B. Kulikowski (18 min, 13 pkt, 5/5 z gry, 3/3 za 3). Rezultat starcia sprawił, że WKS i King mają po 6 porażek w tym sezonie – najmniej w lidze („Trójkolorowi” rozegrali jednak 1 mecz mniej).
Od początku obie drużyny szły łeb w łeb – pokazują to remisy 2:2, 5:5 i 7:7 z pierwszych 3 minut zmagań. Świetnie zaczął Djordjević, który w tym czasie uzyskał 5 „oczek”, zbiórkę w ataku i blok. Po lay-upie Freidela znów mieliśmy remis (10:10), tak jak po zbiórce w ataku oraz dobitce Dandridge’a (12:12), kiedy do końca 1. kwarty pozostały 4 minuty. Odtąd 7 punktów z rzędu zdobył Żołnierewicz (2 dwutakty i „trójka”), a WKS odpowiedział tylko trafieniem Williamsa za 2, więc King objął 5-punktowe prowadzenie (19:14). „Wojskowi” zamknęli inauguracyjną część gry serią 6:0 – to Penava trafił 2-krotnie za 2 oraz 2-krotnie z linii rzutów wolnych, dzięki czemu po 10 minutach Śląsk wygrywał 20:19. Wynik odzwierciedlał brak wyraźnej przewagi któregoś z zespołów.
Remisy 23:23 i 25:25 z początkowych 3 minut 2. kwarty utrzymały status quo. Potem gospodarze przejęli inicjatywę – poprzez run 12:4 odskoczyli na 37:29, a trener Bagatskis wziął przerwę na żądanie. Po niej WKS odżył w ataku, walcząc z Kingiem jak równy z równym. Nie poskutkowało to zatem dużą zmianą w wielkości zaliczki Szczecinian. Drużyna 18-krotnych mistrzów Polski zbliżała się na 6 „oczek” (lay-up Urbaniaka – 31:37), na 7 „oczek” (skuteczne akcje podkoszowe Djordjevicia – 33:40, 35:42; dobitka Kulikowskiego z bliska – 37:44). Tymczasem ofensywnym zrywem 5:0 miejscowi w 66 sek. zbudowali 12-punktową przewagę – 49:37. Do szatni koszykarze zeszli przy nieco mniejszym, lecz wciąż 2-cyfrowym prowadzeniu Kinga, czyli 51:41. Goście musieli szarpnąć w ataku na starcie 2. połowy.
Do przerwy najlepiej w Śląsku prezentował się S. Djordjević, autor 12 pkt (5/7 z gry), 3 zb., 1 bl. Poza Serbem wyróżniali się A. Penava (8 pkt, 2 zb.) czy N. Kirkwood (7 pkt, 2 zb., 3 ast.). Jak dotąd goście trafiali z gry wyraźnie rzadziej niż Szczecinianie (47% – 60%), mieli skuteczność 1/10 za 3, byli gorsi w zdobyczach z pola 3 sek. 24:36 oraz w punkach z kontry 6:18. Przeważali natomiast w zdobyczach 2. szansy (8:2).
WKS zaczął 3. kwartę, wykonując run 15:5, zwieńczony „trójką” Kirkwooda na 56:56! Trener Majcherek zareagował time-outem, ale tuż po nim dobitka Penavy po jego zbiórce w ataku pozwoliła Wrocławianom prowadzić 58:56 (run 17:5). Odtąd to głównie „Wojskowi” wygrywali przez następne 4 minuty – odpowiednio 60:59 (lay-up Djordjevicia), 62:61 (alley-oop Sanona i Urbaniaka), 64:61 (rzut kelnerski Kirkwooda), 66:65 (trafienie Kirkwooda z półdystansu), 68:67 (Urbaniak spod kosza). W ostatnich 83 sek. 3. partii gospodarze byli jednak lepsi 5:1, więc na decydującą część wyszli z zaliczką 72:69. Rezultat sugerował, że o zwycięstwo drużyny będą się bić do samego końca.
Dzięki 5 „oczkom” Nizioła w 59 sek. na tablicy widniał remis 74:74. Kiedy Popović oraz Sanon wymienili się 2-punktowymi trafieniami, oglądaliśmy remis 76:76. Wtedy King w ciągu 70 sek. zanotował run 7:0, odjeżdżając Wrocławianom na 83:76. Do syreny końcowej pozostało 6:30, lecz Szczecinianie zamknęli przeciwnikom drogę do kosza. Choć minutę później Kirkwood lay-upem zmniejszył stratę do 78:83, to WKS nie zapunktował przez następne 4 min i 25 sek. W tym czasie, po drugiej stronie, za 2 trafili Roberts oraz 2-krotnie Popović – tym samym zwiększyli oni serię Kinga do 13:2, z kolei podopieczni M. Majcherka prowadzili 89:78 przy 01:28 na zegarze. Skuteczny rzut Kulikowskiego zza łuku (81:89) okazał się ostatnią zdobyczą „Trójkolorowych”. Łącznie Wilki Morskie od stanu 76:76 zakończyły mecz ofensywnym zrywem 14:5, tryumfując 90:81. W pełni zasłużyły na zwycięstwo.
Wśród 18-krotnych mistrzów Polski nie zagrał Kadre Gray, który ciągle leczy kontuzję kolana. Według oficjalnych statystyk FIBA pojedynek na szczycie PLK w Enea Arenie obejrzało 2445 widzów.
King Szczecin – WKS Śląsk Wrocław 90:81 (19:20, 32:21, 21:28, 18:12)
STATYSTYKI (kliknij)
Punkty dla Kinga: Żołnierewicz 25 (1), Roberts 17 (1), Popović 15, Gielo 12 (1), Roach 7, Dandridge 7, Freidel 4, Kostrzewski 2, Novak 1.
Punkty dla Śląska: Kirkwood 18 (2), Djordjević 14, Penava 14, Kulikowski 13 (3), Sanon 8, Urbaniak 6, Nizioł 6 (1), Williams 2.
Zdjęcie: Grzegorz Pawlak (https://www.instagram.com/gpfotoorg)
Wideo: Orlen Basket Liga

