John Egbunu – analiza potencjału
Można rzec, że orzeł niedawno wylądował w mieście. Lecąc bardzo długo, w końcu dołączył do drużyny. Chociaż, jak ostatnio niektóre wróble ćwierkają, to nie koniec zmian w Śląsku. Jeden z zawodników, o których prorokowałem, że mogą nie dotrwać do listopada, może nie dotrwać nawet do pierwszego oficjalnego meczu drużyny. Zostawiając jednak na chwilę transferowe koło fortuny… John Egbunu wniesie do Wrocławia coś, czego mamy deficyt, czyli masę, fizyczność i prawdziwe centymetry w pomalowanym. Egbunu mierzy oficjalnie 211 cm i w zależności od źródła waży nawet 120 kilogramów.
Pierwszą rzeczą, która rzuca mi się w oczy, jest jego siła. To nie jest kolejny mobilny, szczupły center, którego przy pierwszym kontakcie silniejszy rywal przesunie o metr w stronę ławki zespołu. Egbunu jest szeroki, mocny i bardzo dobrze wykorzystuje ciało. Jego zasłony są twarde i rzeczywiście tworzą guardowi przewagę, zamiast służyć jedynie jako formalność przed szybkim sprintem pod kosz. To może być bardzo ważne dla Hickeya czy Luca, jeśli Panowie uchowają się w Śląsku. Po kontakcie z Egbunu obrońca czasami będzie musiał najpierw przypomnieć sobie, gdzie właściwie przed chwilą stał.
Nie jest przy tym demonem szybkości i przy tej masie trudno tego oczekiwać. Po zasłonie nie rolluje tak dynamicznie jak Moore, ale za to kiedy już dostanie pozycję w pomalowanym, bardzo ciężko go przesunąć. Najczęściej po pick-and-rollu idzie bezpośrednio w kierunku obręczy. Pick-and-pop praktycznie nie istnieje, podobnie jak rzut za trzy – w zawodowej karierze Egbunu niemal w ogóle z niego nie korzysta. Nie będziemy więc oszukiwać nikogo historią o „stretch five, który potrafi również rzucić”. On wie, gdzie jest jego miejsce pracy, i z reguły nie oddala się od niego bardziej, niż wymaga tego akcja.
Jeśli dostanie piłkę głęboko w paint, rozwiązania również nie są przesadnie skomplikowane. I to niekoniecznie wada. Egbunu bazuje na sile, pozycji i krótkich ruchach. Bardzo często używa piwotu, próbuje ustawić obrońcę raz na lewą, raz na prawą stronę i znaleźć przestrzeń do skończenia akcji. Jeśli ma możliwość zaatakowania obręczy, z reguły nie kombinuje. Przy jego gabarytach wsad jest często najprostszym i najbardziej logicznym rozwiązaniem.
Co ważne, nie unika gry tyłem do kosza i będzie chyba jedynym graczem u nas, który będzie to robił. To już odróżnia go zdecydowanie od Moore’a. Nie powiedziałbym, że Egbunu posiada wielki post-up package, bo nie będziemy oglądali całego katalogu hooków, ale przynajmniej potrafi przyjąć piłkę na low post, ustawić ciało i rozpocząć normalną akcję bez paniki. Jest klasycznym centrem, dostaje piłkę, sprawdza barkiem, gdzie jest przeciwnik, piwot, kontakt i idzie do obręczy.
Problemem może być linia osobistych. I tu nie ma co udawać, że wszystko wygląda idealnie. W Turcji trafiał około 62%, w ASVEL-u zaledwie 39%, w Napoli 54%. W końcówkach może to ograniczać jego obecność w konkretnych lineupach, szczególnie kiedy Śląsk będzie potrzebował punktów z każdego possession.
Bardzo podoba mi się natomiast jego zbiórka. Egbunu lubi kontakt, idzie do tablicy i nie ma problemu z tym, że trzeba się pod nią chwilę pobić. To bardzo istotne, bo Śląsk w EuroCupie nie może wyjść z założenia, że każdy wysoki będzie próbował wygrać mecz szybkością. Czasami trzeba po prostu złapać piłkę, przycisnąć ją do klatki i zakończyć dyskusję.
W defensywie Egbunu jest dokładnie takim centrem, jakiego można się spodziewać po jego budowie. Najlepiej czuje się blisko obręczy, gdzie może wykorzystać masę, długość i timing jako rim protector.
Nie jest jednak zawodnikiem, którego zostawiłbym regularnie na switchu przeciwko małemu guardowi. Jak na swoje gabaryty rusza się nieźle, potrafi chwilę utrzymać niższego zawodnika przed sobą, prawidłowo ustawić nogi i wymusić trudniejszy rzut, ale jego najlepszą obroną będzie krótkie pokazanie się wysoko i szybki powrót do paint. Przy 115–120 kilogramach fizyka w końcu dopomina się o swoje prawa. Jeśli zostawimy go pięć metrów od kosza z szybkim rozgrywającym przez osiem sekund, to problem ma raczej Egbunu niż rozgrywający. To będzie wymagało od Franco pewnych kombinacji w obronie.
Za to w klasycznej obronie może być dla Śląska bardzo ważny. Nie ma potrzeby biegania za każdą piłką, rzadziej opuszcza trumnę bez powodu i generalnie lepiej kontroluje swoją pozycję niż bardzo mobilni, młodzi wysocy. Nie oznacza to, że zawsze jest idealnie ustawiony, ale jego gra ma więcej defensywnego porządku. Z Moore’em czasami będziemy mieć wrażenie, że wszystko może się wydarzyć. Z Egbunu wiemy mniej więcej, gdzie go znajdziemy – najczęściej między przeciwnikiem a obręczą.
I właśnie dlatego duet Moore – Egbunu będzie interesujący. Dostajemy dwóch centrów będących praktycznie przeciwieństwami. Moore ma biegać, skakać, rollować, przejmować niższych i budować chaos. Egbunu ma wejść, kiedy mecz trzeba trochę zwolnić, postawić zasłonę ważącą 120 kilogramów, zamknąć paint i przepchnąć przeciwnika na tablicy. Franco będzie musiał solidnie rozdzielić ich minuty.
Bardzo ciekawa jest również jego relacja z Devinem Robinsonem. Tutaj nie mamy wyłącznie historii o dwóch Amerykanach, którzy poznali się trzy tygodnie temu na treningu. Panowie grali razem przez dwa sezony na University of Florida, rozgrywając wspólnie 58 spotkań. Możemy więc zakładać, że wiedzą o sobie trochę więcej niż to, kto jakiego zamawia kurczaka.
Na boisku może to mieć realne znaczenie. Robinson bardzo dobrze funkcjonuje jako dynamiczna czwórka, biegająca do kontry i szukająca przestrzeni nad obręczą. Egbunu daje mu fizyczne zabezpieczenie pod koszem, bierze na siebie cięższego centra i pozwala Devinowi robić to, co lubi najbardziej. Minus? Jeżeli jednak któremuś przestanie odpowiadać rola albo jeden z nich z jakiegoś powodu opuści klub w trakcie sezonu, drugi naturalnie może stracić kumpla i popaść w apatię. Nie twierdzę, że zaraz razem kupią bilety na lotnisko, ale historia europejskiej koszykówki zna już przyjaźnie, które potrafiły być zarówno ogromnym plusem dla szatni, jak i później problemem dla managementu.
Oby nie.
PLUSY
• Bardzo duża siła i masa fizyczna
• 211 cm, czyli prawdziwy wzrost na EuroCup
• Bardzo mocne zasłony
• Nie unika gry tyłem do kosza
• Skuteczny finisher przy obręczy
• Dobry piwot i proste, skuteczne rozwiązania w low post
• Bardzo solidna zbiórka, również ofensywna
• Rim protection i dobre wyczucie przy blokach
• Ogromne doświadczenie europejskie, w tym Euroliga
• Może uspokoić grę i dać Śląskowi kontrolowaną half-court basketball
MINUSY
• Brak jakiegokolwiek realnego rzutu za trzy
• Słaba skuteczność rzutów wolnych
• Nie jest szybkim ani switchowalnym centrem
• Ograniczona gra daleko od kosza
• Niewielki playmaking i mały repertuar podań
• W ostatnich sezonach grał stosunkowo mało minut
• Przy agresywnej pick-and-roll defense może mieć problemy z szybkim powrotem
• Nie jest już zawodnikiem budującym atak zespołu (jego wartość zależy w dużej mierze od guardów, a tu wiemy, że szału nie ma)


