Śląsk pewnie pokonał Start Lublin i odniósł 6. zwycięstwo z rzędu

Śląsk pewnie pokonał Start Lublin i odniósł 6. zwycięstwo z rzędu

Śląsk Wrocław pokonał Pszczółkę Start Lublin 91:77 w pojedynku zespołów z czołówki Energa Basket Ligi. W Hali Orbita zmierzyły się ze sobą drużyny, które przed 23. kolejką PLK w tabeli dzieliło tylko 1 zwycięstwo. Mecz był zacięty, ale to „Wojskowi” dyktowali warunki gry i przez 35 minut utrzymywali się na prowadzeniu. Decydujący wpływ na wynik miała przewaga, którą „Trójkolorowi” zbudowali już do przerwy (49:35). Wśród nich 5 zawodników zdobyło 10 lub więcej punktów – Elijah Stewart (22; 7/12 z gry, 8 zb., 2 bl.), Ben McCauley (18; 7/9 z pola, 6 zb.), Strahinja Jovanović (16; 8/10 z linii, 8 ast.), Kyle Gibson (15) i Ivan Ramljak (10; 5 zb., 2 bl.). WKS trafił aż 21/25 rzutów wolnych, pewnie wygrał zbiórki (38:29) i świetnie spisał się w kontrach, pokonując w nich Start 23:12. Dzięki temu, że podopieczni Olivera Vidina odnieśli 6. zwycięstwo z rzędu i 12. zwycięstwo na 15 ostatnich spotkań, umocnili się oni na 3. miejscu w tabeli ekstraklasy. Hej, Śląsk!

Start zaczął od prowadzenia 4:0, lecz Śląsk odblokował się w ataku dzięki Gibsonowi, który trafił zza łuku i zaliczył akcję „2 + 1” (6:4). Akcją „3 + 1” odpowiedział jednak Franke. Od jego punktów goście zanotowali lepszy fragment – kiedy minęły 3 minuty, wygrywali 12:6. Tymczasem znakomicie broniący „Wojskowi” w 120 sekund wykonali run 10:0 i prowadził po nim 16:12. Końcówka 1. kwarty była wyrównana, choć minimalnie przeważał WKS – a przez to wygrał inauguracyjne 10 minut 22:17. Mimo wszystko jak dotąd brakowało mu konsekwencji, aby przejąć kontrolę nad przebiegiem meczu.

Podobnie było do połowy 2. odsłony. Najpierw gospodarze budowali swoją kilkupunktową zaliczkę, a później Start nieznacznie niwelował swój deficyt. Po „trójce” Stewarta na tablicy widniał wynik 30:25. Za chwilę Amerykanin znów przymierzył zza łuku – „Trójkolorowi” odskoczyli wtedy na 8 „oczek” (33:25). Następnie Ramljak wykończył kontrę akcją „2 + 1”, a przewaga wrocławian stała się 2-cyfrowa – 36:25. Do przerwy Start nie zdołał odrobić strat. Przeciwnie, Śląsk uciekł rywalowi nieco dalej, na 14 punktów (49:35).

Po rozpoczęciu 2. połowy trwała walka punkt za punkt. Po tym, jak upłynęły 4 minuty, Start zbliżył się jednak na 8 „oczek” (Łączyński z dystansu na 48:56). „Wojskowi” byli trochę wybici z rytmu, więc na 3 minuty przed końcem 3. odsłony Start znowu zszedł poniżej 10 punktów straty – Jeszke trafił zza łuku na 51:60. Przed decydującą kwartą WKS prowadził nieco wyżej – 67:56 po akcji dwójkowej Szlachetki i Tomczaka oraz buzzer-beaterze tego drugiego.

Przez pierwsze 3 minuty 4. ćwiartki tempo gry spadło, a David Dedek i Oliver Vidin zdążyli wziąć po przerwie na żądanie. Po 2 celnych osobistych Jovanovicia gospodarze prowadzili 74:59. Równie dużą przewagę mieli 6 minut przed końcem spotkania – Jovanović trafił trudny rzut z półdystansu na 76:61. Gdy na zegarze zostało 3,5 minuty, Start po „trójkach” Davisa i Łączyńskiego doszedł Śląsk na 9 „oczek” (69:78). Podopieczni Olivera Vidina zachowali jednak zimną krew i umiejętnie rozgrywali kolejne akcje w ataku, trafiając 3/5 rzutów z gry i 6/8 rzutów wolnych. Z kolei goście w tym czasie zamienili na punkty 3/6 rzutów z gry oraz popełnili stratę i faul techniczny. Ostatecznie „Trójkolorowi” wygrali 91:77, odnieśli 6. zwycięstwo z rzędu i 12. zwycięstwo na 15 ostatnich spotkań.


WKS Śląsk Wrocław – Pszczółka Start Lublin 91:77 (22:17, 27:18, 18:21, 24:21)

STATYSTYKI (kliknij)

Punkty dla Śląska: Stewart 22 (2), McCauley 18 (2), Jovanović 16, Gibson 15 (4), Ramljak 10, Dziewa 6, Szlachetka 2, Tomczak 2.

Punkty dla Startu: Searcy 21, Laksa 13 (3), Borowski 12, Łączyński 9 (3), Franke 6 (1), Davis 5 (10, Jeszke 6 (2), Dziemba 3, Szymański 2.

Zdjęcie: Karolina Bąkowicz (https://twitter.com/k_bakowicz)

Materiały filmowe: Energa Basket Liga

Dziennikarz, polonista, edytor.