Bezbarwny WKS poległ w Dąbrowie Górniczej
Śląsk Wrocław w kiepskim stylu uległ na wyjeździe MKS-owi Dąbrowa Górnicza 80:97, ponosząc 2. porażkę w 3. kolejce PLK. Słabo wyglądała zwłaszcza ofensywa „Trójkolorowych” – zaliczyli oni 17 ast. przy 17 stratach, przegrali punkty z pola 3 sek. 36:42 i trafiali za 3 z fatalną skutecznością 21% (5/23 – przy 12/23, tj. 52% MKS-u). WKS przegrał także zbiórki 32:38. Gra Śląska długo była chaotyczna, a zaangażowanie jego zawodników – wyraźnie mniejsze niż w meczach EuroCup czy w poprzedniej kolejce PLK w Szczecinie. Najlepiej z „Wojskowych” wypadł M. Parsons, autor 21 pkt (z czego jednak 11 pkt w 4. kwarcie, kiedy wynik był już rozstrzygnięty; ponadto Parsons miał wskaźnik –15). Warto podkreślić, że główny playmaker gości – A. Hickey – miał najgorszy w zespole wskaźnik +/– (–16; poza tym 9 pkt, 4/10 z gry, 0/2 za 1, 3 zb., 4 ast., 4 prz., strata). Dominacja MKS-u przejawiała się np. seriami 19:3 na przełomie 1. i 2. odsłony, 13:2 w 2. kwarcie czy 15:6 na zakończenie 3. odsłony.
Wynik otworzył Boone „trójką” i dobitką wsadem (5:0). Dopiero po ponad 2,5 minuty 1. kwarty w Śląsku zapunktował Robinson (za 3 – 3:5). Kiedy minęły 4 minuty, MKS prowadził 11:5, z czego 7 „oczek” dla niego zdobył Boone. Za chwilę Kountz podwyższył przewagę Dąbrowian do 13:5 lay-upem w kontrze. Trener D. Franco wziął time-out. Dzięki 2 kontrom, które WKS wykończył alley-oopem Hickey & Moore oraz dwutaktem Nizioła, strata gości zmalała do 4 punktów (9:13). Przy 175 sek. na grę w 1. ćwiartce Moore przymierzył z półdystansu, zmniejszając deficyt „Wojskowych” do 1 trafienia z gry (13:15). Za sprawą Parsonsa mieliśmy natomiast remis 15:15 (run WKS-u 10:2), co sprawiło, że tym razem A. Gronek poprosił o przerwę. W jej efekcie gospodarze zamknęli inauguracyjną odsłonę serią 9:0 (w tym 6 „oczek” J. Musiała – wychowanka Śląska). Wygrywali zatem 24:15. Jak dotąd Wrocławianie prezentowali się przeciętnie i przez większość czasu brakowało im inicjatywy.
„Trójki” Hyatta i Peterki na otwarcie 2. kwarty sprawiły, że MKS w 50 sek. odskoczył na 30:15. Łącznie na przełomie 1. i 2. części zanotował więc run 15:0! Trener Franco wziął kolejny czas. Na niewiele się on zdał. Rozpoczęta 2 minuty przed końcem 1. kwarty seria Dąbrowian zatrzymała się ostatecznie na 19:3 – miejscowi prowadzili 34:18 przy 7 minutach na grę w 1. połowie. Wtedy Śląsk odżył. Trafiali Parsons (3 osobiste i floater) oraz Hickey (lay-up), zmniejszając stratę gości do 25:36 w połowie 2. kwarty. Tymczasem odpowiedź drużyny A. Gronka stanowił run 13:2 (z jednej strony: „trójki” Woronieckiego i Musiała, lay-up Kountza, 2 celne osobiste Boone’a, trafienie Hyatta za 3; z drugiej strony tylko wsad Moore’a). MKS odjechał na 22 „oczka” (49:27). Ostatnie 5 punktów przed przerwą padło łupem WKS-u, który zszedł do szatni przy wyniku 32:49. Wyniku odzwierciedlającym kiepską postawę przyjezdnych.
Jak dotąd trafiali oni z fatalną skutecznością za 3 (1/11 – 9%, przy 7/11 i 63% Dąbrowian) i rozdali 10 ast., popełniając 10 strat. „Wojskowi” przegrali także zdobycze z kontry 6:13 oraz zbiórki 15:21. W oczy rzucała się głównie ich chaotyczna ofensywa – poza I. Moore’em (12,5 min, 8 pkt, 4/6 z gry, 2 zb.) trudno było kogoś pochwalić. Powolne, często indywidualne akcje, mnóstwo podań na obwodzie, straty, błąd 24 sek. i indolencja w rzutach zza łuku – Wrocławianie mieli dużo problemów.
Pierwsze 3,5 minuty 2. połowy wypadło na remis 6:6. Na tablicy widniał wynik 55:38 dla gospodarzy. Za moment Nizioł trafił 2 osobiste, zaczynając serię 6:0 w wykonaniu „Wojskowych” – zmniejszyli oni deficyt do 11 „oczek” (44:55). Tyle samo wynosiła strata Śląska, kiedy w połowie 3. kwarty Musiał i Hickey wymienili się celnymi rzutami za 3 (49:60). Podopieczni A. Gronka do końca tej odsłony wykonali jednak run 15:6, przez co wygrywali 75:55 – wyżej niż po 1. połowie.
Finalna partia to – jak w I kolejce PLK w Gdyni – 10 minut bez historii. Śląskowi udało się 2-krotnie dojść przeciwnika na 15 punktów (Wrzeszcz za 3 – 75:90, lay-up Parsonsa – 78:93), a później jeszcze na 13 punktów (2 skuteczne rzuty wolne Parsonsa – 80:93). Była to jedyna kwarta w tym meczu, którą WKS wygrał (25:22), ale tylko minimalnie, co nie mogło już znacząco wpłynąć na końcowy rezultat. MKS tryumfował 97:80, pozostając niepokonanym w lidze, natomiast Wrocławianie z bilansem 1:2 pozostają dolnej części tabeli.
Ze względu na limit obcokrajowców Kyrell Luc był poza kadrą WKS-u. Świetny występ zanotował za to J. Musiał – wychowanek Śląska w 17 minut uzyskał 14 pkt (3/3 z gry, 3/3 za 3, 5/5 za 1), 3 zb. i 2 ast. (choć miał też 5 strat). Według oficjalnych statystyk FIBA spotkanie w HWS Centrum obejrzało 1969 widzów.
MKS Dąbrowa Górnicza – WKS Śląsk Wrocław 97:80 (24:15, 25:17, 26:23, 22:25)
STATYSTYKI (kliknij)
Punkty dla MKS-u: Kountz 24, Boone 14 (1), Musiał 14 (3), Hyatt 9 (2), Peterka 9 (1), Hall 9 (1), Piechowicz 6 (2), Nagel 6, Woroniecki 6 (2).
Punkty dla Śląska: Parsons 21 (1), Robinson 13 (1), Hickey 9 (1), Scruggs 9, Moore 8, Egbunu 7, Nizioł 7, Wrzeszcz 6 (2).
Zdjęcie: WKS Śląsk Wrocław
Wideo: PGE Basket Liga

