Najpierw dominacja, potem nerwy. Dwie twarze zwycięskiego Śląska z Twardymi Piernikami

Najpierw dominacja, potem nerwy. Dwie twarze zwycięskiego Śląska z Twardymi Piernikami

Koszykarze Śląska Wrocław zwyciężyli u siebie Twarde Pierniki Toruń 81:76, dzięki czemu wygrali 3. mecz z rzędu w PLK. Choć do przerwy „Trójkolorowi” prowadzili nawet 23 punktami, stopniowo tracili przewagę w 2. połowie, którą przegrali 24:35. W całym starciu znakomicie spisali się rezerwowi Śląska – pokonali swoich toruńskich odpowiedników aż 32:9. Poza tym WKS wygrał punkty z pola 3 sek. 34:32 i był zauważalnie lepszy w walce o zbiórki (36:29). Z drugiej strony – Wrocławianie znów mieli prawie tyle samo asyst i strat (19 – 17), zaliczyli 2 razy mniej przechwytów niż Pierniki (5:10) oraz byli wyraźnie gorsi w zdobyczach z kontrataku (6:15). Najlepiej z 18-krotnych mistrzów Polski wypadł D. Robinson, autor 17 pkt (8/9 z gry) i 6 zb. Dobrze zagrali również T. Sternicki (12 pkt, 6 zb., 3 ast., 2 prz.), A. Hickey (11 pkt, 5 ast., 3 prz.) czy ponownie debiutujący w drużynie J. Coleman-Jones (8 pkt, 4/5 z gry, 5 zb.).

WKS otworzył mecz serią 7:0 (Robinson z półdystansu i dystansu, Kulikowski spod obręczy). Trener S. Subotić wziął zatem przerwę na żądanie. Po niej jednak miejscowi wskutek „trójki” Sternickiego uciekli na 10:0, a wskutek lay-upu Robinsona – na 12:1. Dominacja Śląska trwała. W następnych akcjach miał on 11-punktową przewagę jeszcze 2-krotnie (14:3, 16:5). W połowie 1. kwarty Sternicki po koźle trafił za 3 o tablicę, a zespół D. Franco wygrywał 19:7. Z kolei po „trójce” Kulikowskiego niemal ze środka boiska było 22:7 dla Wrocławian. Niemniej Torunianie zareagowali serią 8:0, więc zmniejszyli stratę do 15:22. Sytuację gospodarzy uspokoił celny rzut Luca za 3 (27:15), a inauguracyjne 10 minut zakończyli oni z 2-cyfrową zaliczką (27:17).

Kolejną odsłonę 18-krotni mistrzowie Polski zaczęli natomiast poprzez run 12:0, dający im 22-punktową przewagę (39:17). Łącznie na przełomie 1. i 2. partii WKS popisał się zatem serią 17:2. Przy ok. 4 minutach do przerwy Śląsk odskoczył 2-krotnie na 23 „oczka” (47:24 po przechwycie i lay-upie Hickeya oraz 49:26 po jego trafieniu z 6 metrów). Potem Twarde Pierniki serią 9:2 zbliżyły się do „Trójkolorowych” na 35:51 przy 01:46 do zakończenia 2. kwarty. Dzięki skutecznemu rzutowi Wrzeszcza za 3 tuż przed syreną WKS zszedł do szatni właśnie z 16 „oczkami” zapasu (57:41).


W 1. połowie po stronie Śląska najlepiej prezentowali się D. Robinson (11 pkt, 5/5 z gry, 2 ast.), T. Sternicki (8 pkt, 3 ast.), J. Coleman-Jones (8 pkt, 4/4 z gry, 3 zb.) czy A. Hickey (7 pkt, 3 ast.). Wrocławianie trafiali z gry z dużo wyższą skutecznością niż Torunianie (65% – 45%), a także dominowali w polu 3 sek., wygrywając punkty z „pomalowanego” 22:10, a zbiórki – 19:11. Wyraźnie przeważali w zdobyczach ze strat (17:7). Co bardzo istotne, do tej pory zmiennicy WKS-u rozbili rezerwowych Pierników 24:4. Wynik 2 pierwszych kwart stanowił zatem efekt dobrej postawy Wrocławian w różnych aspektach gry.


W 3. kwarcie 18-krotnym mistrzom kraju przez 8 minut udawało się regularnie wracać do 16-punktowej zaliczki. Śląsk prowadził 59:43, 61:45, 63:47, 65:49, 67:51. Wydawało się, że mimo zrywów Twardych Pierników gospodarze kontrolują tempo gry. Przez ostatnie 2 minuty tej części meczu Torunianie zdobyli zaś 2 razy więcej „oczek” niż Wrocławianie (6:3). Była to zapowiedź ich świetnej postawy w 4. odsłonie, do której przystąpili, przegrywając 57:70. W Śląsku robiło się coraz bardziej nerwowo.

Na przełomie 3. i 4. partii goście wykonali bowiem run 15:2 – od 55:70 do 70:72. Tym samym przy 4 minutach do końca przegrywali jedynie 2 punktami. WKS obudził się po „trójce” Scruggsa (75:70), za chwilę znów uciekł na 5 „oczek” (wsad Robinsona – 77:72). Na skutek zbiórki ofensywnej i dobitki Sternickiego jego zespół miał 6-punktowy zapas (79:73). Przyjezdni marnowali kolejne akcje mogące zniwelować ich deficyt, a 2 celne osobiste Wrzeszcza przy 18 sek. na grę (81:74) ostatecznie przesądziły o wyniku. Wrocławianie wygrali 81:76 – choć gdyby zachowali koncentrację przez pełne 40 minut, rozmiar zwycięstwa byłby zapewne znacznie wyższy.


– Zaczęliśmy bardzo dobrze, ale mogliśmy wykazać się większą pokorą. Jeśli prowadzisz ponad 20 punktami, to musisz pilnować wyniku, pozycji, tempa gry. Możliwe, że byliśmy momentami zbyt odważni, jednak ostatecznie wygraliśmy i naprawdę się z tego cieszę, bo to jest czas na wygrywanie, nieważne, w jaki sposób, również ze względu na naszą kadrę, ostatnie zmiany i kontuzje. Chcę i jestem pewien, że tak będzie, że będziemy pokazywać kibicom więcej takich minut jak w pierwszej połowie, a mniej jak w drugiej – podsumował mecz Danny Franco, szkoleniowiec Śląska.

– Cieszę się, że po każdym meczu jestem pytany o Tymka Sternickiego. To znak, że widać jego postęp. Muszę oddać tutaj szacunek Maksymowi Papaczowi, trenerowi odpowiedzialnemu za zajęcia indywidualne, za to, jaką wykonał pracę razem z Tymo. Przyjemnie patrzy się na jego grę – uwielbiam jego uśmiech, pasję na parkiecie, koszykarskie IQ. Nadal ma przed sobą długą drogę, by trafić np. do reprezentacji Polski. W drugiej połowie było widać, że on tez fizycznie odczuwa trudny meczu i wielu rozgrywanych ostatnio minut – powiedział trener Franco.


Według oficjalnych statystyk FIBA mecz w Hali Orbita obejrzało 2732 widzów.


WKS Śląsk Wrocław – Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń 81:76 (27:17, 30:24, 13:16, 11:19)

STATYSTYKI (kliknij)

Punkty dla Śląska: Robinson 17 (1), Sternicki 12 (2), Hickey 11 (1), Scruggs 8 (2), Coleman-Jones 8, Luc 7 (1), Wrzeszcz 7 (1), Kulikowski 5 (1), Parsons 4, Nizioł 2.

Punkty dla Twardych Pierników: Sakota 17, Kulig 15 (2), Vander Plas 14 (4, Gaddefors 12, Cousins 9 (1), Kilps 7, Cowels 2.

Zdjęcie: Andrzej Romański / PGE Basket Liga

Wideo: PGE Basket Liga